MS-M

Freelancer czy agencja - kogo wybrać do sklepu internetowego

Zacznę od tego, że jestem stroną w tym sporze. Utrzymuję się z budowania stron i sklepów jako freelancer, więc masz pełne prawo czytać ten tekst nieufnie. Prawie każdy artykuł "freelancer czy agencja" w polskim internecie napisała agencja i prawie każdy kończy się wnioskiem, że bezpieczniej wybrać agencję. Ten wpis kończy się inaczej, ale nie tak, jak się pewnie spodziewasz: nie będę przekonywał, że freelancer jest lepszy. Pokażę, gdzie w obu modelach leżą pieniądze i ryzyko, i powiem wprost, w jakich sytuacjach sam odsyłam klientów do agencji.

Freelancer czy agencja - wybór wykonawcy sklepu internetowego sprowadzony do pytania, kto realnie napisze kod

Krótka odpowiedź (dla niecierpliwych)

Forma prawna wykonawcy jest słabym kryterium wyboru. Agencja bywa jednym człowiekiem z podwykonawcami, a freelancer bywa zespołem. Znaczenie mają trzy rzeczy: kto konkretnie napisze twój kod, co się stanie, gdy ta osoba przestanie być dostępna, i czy po zakończeniu projektu dostajesz kod razem z prawami do niego. Odpowiedzi na te trzy pytania rozstrzygają więcej niż wybór modelu.

Jeśli potrzebujesz skrótu w jednym zdaniu: mały i średni projekt bez potrzeby marketingu w pakiecie to zwykle teren freelancera, a projekt wymagający kilku kompetencji naraz, formalnych procedur i ciągłości niezależnej od jednej osoby to teren agencji.

Dlaczego to pytanie jest źle postawione

"Agencja interaktywna czy freelancer" brzmi jak wybór między dwoma różnymi produktami. W rzeczywistości to wybór między dwiema formami prowadzenia działalności, pod którymi kryją się skrajnie różne modele pracy.

Pod szyldem agencji może pracować kilkanaście osób pod jednym dachem, z programistami na etatach i wewnętrznym działem projektowym. Ale równie dobrze mogą to być dwie osoby od sprzedaży i podwykonawcy, których nigdy nie poznasz. Nie oceniam tego modelu, jest w branży normą. Musisz tylko wiedzieć, że kupując "agencję", czasem kupujesz właśnie ten wariant. Pod szyldem freelancera bywa jedna osoba robiąca wszystko od kodu po faktury, ale też człowiek z siecią stałych współpracowników, który po prostu nie zarejestrował spółki.

Wiem, jak to wygląda od środka. Współpracowałem jako podwykonawca z czterema agencjami - robiłem dla nich strony i grafiki, a do mnie trafiało około 20 procent kwoty, którą klient płacił agencji. Klient nigdy o mnie nie usłyszał. Pozostałe 80 procent nie znika w niczyjej kieszeni: idzie na sprzedaż, obsługę klienta, project management, koordynację, gwarancję i ryzyko, które agencja bierze na siebie, oraz jej koszty stałe. To nie jest kradzież, to jest struktura kosztu. Rzecz w tym, że powinieneś ją znać, zanim porównasz dwie oferty: płacisz za koordynację, a to bywa uczciwa cena, tylko pod warunkiem, że jej potrzebujesz. Jedno zastrzeżenie: to moje doświadczenie z czterema agencjami, nie średnia rynkowa. Proporcje bywają różne.

Dlatego pytanie "freelancer czy agencja" ma tyle wspólnego z jakością przyszłego sklepu, co pytanie "spółka z o.o. czy jednoosobowa działalność". Właściwe pytanie brzmi: ile warstw jest między tobą a osobą, która pisze kod, co te warstwy dla ciebie robią i czy możesz z tą osobą porozmawiać.

Za co płacisz w każdym modelu

Różnice między agencją interaktywną a freelancerem najlepiej widać w strukturze ceny, nie w liście zalet i wad. Dwa symetryczne opisy, bez wartościowania.

Agencja

W cenie dostajesz zespół z podziałem ról, project managera jako jeden punkt kontaktu, procedury, zastępowalność ludzi, fakturę od firmy z historią, a często też usługi obok samego kodu: SEO, kampanie, treści, grafikę. Cenę podnosi to, że nad projektem pracuje więcej osób niż te, które piszą kod, oraz koszty stałe: biuro, etaty, sprzedaż, marketing.

W branżowych zestawieniach stawka godzinowa agencji to zwykle przedział 150-400 zł, a freelancera 80-250 zł, w zależności od doświadczenia - takie widełki podaje na przykład zestawienie cen stron internetowych na 2026. Uczciwe zastrzeżenie: to cenniki i zestawienia opracowane przez samych wykonawców, nie badanie rynku, więc traktuj je wyłącznie jako rząd wielkości.

I zdanie, które musi tu paść: wyższa stawka agencji nie jest sama w sobie marżą do wyrzucenia. Płacisz w niej za ciągłość i za to, że ktoś prowadzi projekt zamiast ciebie. Pytanie brzmi tylko, czy tego potrzebujesz.

Freelancer

Dostajesz rozmowę bezpośrednio z osobą, która pisze kod, krótszą drogę decyzyjną, zwykle niższą stawkę przy tym samym poziomie doświadczenia i większą elastyczność przy zmianach w trakcie projektu. Nie dostajesz zastępowalności z automatu, project managera ani kompetencji spoza specjalizacji tej jednej osoby - freelancer od kodu nie zrobi ci kampanii reklamowej i nie powinien udawać, że zrobi.

Dla skali, moje opublikowane widełki: dedykowana strona na WordPressie od 6 000 zł, dedykowany sklep od 8 900 zł, audyt techniczny od 800 zł. Pełny rozkład cen rynkowych rozbieram we wpisie ile kosztuje sklep WooCommerce.

Rozliczenia mam ułożone w trzech trybach. Stała opieka techniczna, czyli aktualizacje i sprawdzenie bezpieczeństwa, to od 300 zł miesięcznie za stronę i od 600 zł za sklep, zależnie od stanu technicznego. Praca w ramach umowy na czas jest rozliczana godzinowo. Praca dodatkowa, poza umową, jest zawsze wyceniana z góry - nigdy "policzymy po fakcie". Niezależnie od tego, kogo wybierzesz, warto zapytać o dokładnie taki podział, bo niedopowiedziane zasady rozliczeń psują więcej współprac niż zła jakość kodu.

Ryzyko, o którym mówi się nieuczciwie: co, gdy wykonawca zniknie

Ryzyko utraty wykonawcy - liczy się nie to, kto odejdzie, tylko co po sobie zostawi

Standardowy argument z tekstów porównawczych brzmi: freelancer zachoruje albo zniknie i zostajesz z niczym. To prawdziwe ryzyko i nie zamierzam go podważać.

Jest jednak druga strona, której te teksty nie dopowiadają: w agencji to ryzyko nie znika, tylko przestaje być widoczne. Człowiek, który napisał twój kod, odchodzi z pracy, a ty nawet o tym nie wiesz. Projekt przejmuje ktoś, kto widzi go pierwszy raz. Podwykonawca kończy współpracę z agencją i zabiera ze sobą wiedzę o twoim sklepie. Faktura ma ciągłość, wiedza niekoniecznie.

Dlatego właściwe kryterium nie brzmi "czy wykonawca może zniknąć", bo może w obu modelach. Brzmi: co po nim zostanie. Dokumentacja, czysty kod, dostępy w twoich rękach i standardowa technologia sprawiają, że kolejny wykonawca podejmie pracę bez dramatu. Zamknięty, dziwaczny kod bez dokumentacji sprawia, że nie podejmie jej nikt - niezależnie od tego, czy pisała go agencja, czy freelancer. Jak wygląda przejmowanie cudzego kodu w praktyce, opisałem przy okazji przebudowy sklepu WooCommerce bez utraty SEO.

Dla jasności, jak to wygląda u mnie: motyw bazowy rozwijam razem z drugim developerem, a na wypadek dłuższej choroby lub urlopu mam zaufane studio, które przejmuje korespondencję i bieżące prace. To odpowiedź na realne ryzyko, nie deklaracja, że ono nie istnieje - przy jednoosobowym wykonawcy ryzyko jest mniejsze, gdy ma zaplecze, ale nigdy nie schodzi do zera. Dokładnie o takie zaplecze warto zapytać każdego wykonawcę, także agencję.

Kiedy wybrać agencję

To sekcja, od której zależy, czy uwierzysz w resztę tego wpisu, więc będzie konkretna i bez haczyków. Sytuacje, w których sam odsyłam do agencji:

  • Potrzebujesz kilku kompetencji naraz i chcesz mieć je w jednym miejscu: kod, treści, SEO, kampanie, grafika, zdjęcia produktowe. Zszywanie tego z pojedynczych specjalistów wymaga czasu, którego możesz nie mieć.
  • Twoja firma wymaga formalnych procedur: przetarg, dział zakupów, wymóg umowy z podmiotem o określonej wielkości, ubezpieczenie OC działalności, SLA z karami umownymi.
  • Projekt jest na tyle duży, że wymaga równoległej pracy kilku osób i realnego project managementu, a nie jednej osoby ustawiającej kolejność zadań.
  • Potrzebujesz gwarancji ciągłości niezależnej od jednego człowieka i jesteś gotów za nią zapłacić, bo strona jest krytyczna dla działania firmy.
  • Nie masz w firmie nikogo, kto poprowadzi projekt od strony biznesowej, i potrzebujesz, żeby ktoś robił to za ciebie.
  • Potrzebujesz kompetencji, których wykonawca nie ma. Dwa razy odmówiłem projektu, bo klient potrzebował dużego audytu SEO, a ja nie mam narzędzi, żeby przeprowadzić go rzetelnie. Agencja je ma i to jest dokładnie ten moment, w którym agencja jest lepszym wyborem.

Ta ostatnia sytuacja to dobry test na każdego wykonawcę, u którego zbierasz oferty. Wykonawca, który na wszystko odpowiada "zrobimy", opisuje swój cennik, a nie swoje kompetencje.

Siedem pytań, które warto zadać obu stronom

Siedem pytań do wykonawcy - ten sam zestaw pytań zadany obu stronom

Jeśli zastanawiasz się, jak wybrać wykonawcę strony albo sklepu, zadaj obu stronom ten sam zestaw pytań. Każde z nich ma jasny cel i odpowiedź, która powinna zapalić lampkę.

  1. Kto konkretnie napisze kod i czy mogę z tą osobą porozmawiać przed podpisaniem umowy? Wymijająca odpowiedź zwykle oznacza podwykonawcę, o którym nikt nie chce mówić.
  2. Czy po zakończeniu projektu dostaję kod i pełne prawa do niego? Szczegóły w sekcji o umowie niżej - to jedyna rzecz z tej listy, której nie naprawisz później.
  3. Na czym to zostanie zbudowane: gotowy szablon, page builder czy własny kod? Odpowiedź decyduje o kosztach przez następne dwa lata - różnice rozbieram we wpisie gotowy szablon czy dedykowana strona.
  4. Co się dzieje, gdy potrzebuję zmiany za rok? Jaki jest tryb i jaka stawka? Brak konkretnej odpowiedzi oznacza, że za rok będziesz negocjował z pozycji zakładnika.
  5. Kto ma dostępy do hostingu, domeny i repozytorium, i na czyje konto kupowane są płatne wtyczki? Jeśli nie na twoje, to nie jest twoja strona, tylko wynajmowana. Poproś o listę wszystkich płatnych elementów projektu.
  6. Czy mogę zobaczyć projekt, który robiliście dwa lata temu i który nadal działa? Portfolio pokazuje dzień wdrożenia, ta odpowiedź pokazuje, co zostaje później.
  7. Co się stanie z moim projektem, jeśli osoba, która go prowadzi, odejdzie albo zachoruje? To pytanie zadaje się i agencji, i freelancerowi. Konkretna odpowiedź jest ważniejsza niż uspokajająca.

Te pytania nie mają dobrej odpowiedzi "agencyjnej" ani "freelancerskiej". Mają dobrą albo złą odpowiedź i właśnie to jest test.

Umowa i kod, czyli jedyna część, której nie da się naprawić później

Zasada z polskiego prawa autorskiego, którą warto znać przed podpisaniem czegokolwiek: majątkowe prawa autorskie do kodu i grafiki należą do wykonawcy, dopóki umowa wprost ich nie przenosi. Sama zapłata faktury niczego nie przenosi - pisze o tym m.in. Poradnik Przedsiębiorcy.

Druga rzecz to różnica między licencją a przeniesieniem praw. Przy licencji wykonawca pozostaje właścicielem, a ty masz tylko prawo używania na ustalonych warunkach - trzeba wtedy patrzeć na czas trwania, odwołalność, pola eksploatacji i prawo do modyfikacji. Przy źle skonstruowanej umowie możesz nie mieć prawa zlecić zmian komukolwiek innemu. Dobre omówienia różnic znajdziesz u kancelarii: Creativa Legal i KGM Legal IT.

W każdej umowie, niezależnie od modelu wykonawcy, sprawdź trzy rzeczy: przeniesienie autorskich praw majątkowych z wymienionymi polami eksploatacji, prawo do modyfikacji i rozwoju kodu oraz wydanie kodu źródłowego i dostępów po zakończeniu współpracy. Nie jestem prawnikiem - to lista rzeczy do sprawdzenia, nie porada prawna.

Czwarta rzecz, o której nikt nie mówi: na czyim koncie są licencje

Umowa może być wzorowa, a i tak zostaniesz z kłódką, jeśli płatne elementy projektu są kupione na konto wykonawcy. Licencja wtyczki na cudzym koncie oznacza, że w dniu rozstania tracisz aktualizacje, a często też działanie funkcji, za którą zapłaciłeś. To samo dotyczy hostingu i domeny: jeśli są na koncie wykonawcy, nie są twoje.

U mnie wygląda to tak: buduję na open source, więc domyślnie nie ma czego licencjonować. Jeśli projekt naprawdę wymaga płatnej wtyczki, kupuje ją klient, na swoje konto i ze swojej karty, a ode mnie dostaje listę takich modułów. Kod zawsze jest w repozytorium i klient dostaje do niego dostęp na życzenie. Z praktyki dopiszę uczciwie: większość klientów nie wie, czym jest repozytorium, i nigdy o nie nie prosi. To nie zmienia zasady, że ma do niego prawo - i warto o nie zapytać, nawet bez rozumienia szczegółów technicznych.

Pytanie dla ciebie, do zadania obu stronom: poproś o listę wszystkich płatnych elementów projektu i sprawdź, na czyje konto są kupione.

Jak to wygląda u mnie

Cztery fakty, bez rozwijania. Rozmawiasz z osobą, która pisze kod - wyceny, decyzje i poprawki przechodzą przez jedną parę rąk, tak jak przy wizualnym kreatorze zamówień, który prowadziłem bezpośrednio z właścicielem firmy. Buduję na open source, a płatne wtyczki kupujesz na swoje konto i dostajesz ich listę. Kod jest w repozytorium, do którego dostajesz dostęp na życzenie. Przy dłuższej nieobecności zaufane studio przejmuje korespondencję i bieżące prace. Po wdrożeniu możesz, ale nie musisz, zostać na stałej opiece technicznej (od 300 zł miesięcznie za stronę, od 600 zł za sklep).

Cały przebieg współpracy, od rozmowy po wdrożenie, opisuję na stronie procesu współpracy. A jeśli po tym wpisie widzisz, że twój projekt jest agencyjny - to też jest dobry wynik tej lektury.

FAQ

Zwykle tak, przy tym samym poziomie doświadczenia, bo nie płacisz kosztów stałych zespołu: biura, etatów, sprzedaży. Ale tańszy nie znaczy tani, a różnica bywa mniejsza, niż się wydaje - doświadczony freelancer potrafi kosztować więcej niż mała agencja pracująca podwykonawcami.

To realne ryzyko i nie należy go bagatelizować. Zabezpieczenia są trzy: płatność etapami zamiast całości z góry, dostępy do hostingu i domeny po twojej stronie od pierwszego dnia oraz kod w repozytorium, do którego masz dostęp. Przy takim ustawieniu inny wykonawca może podjąć pracę w miejscu, w którym stanęła.

Agencja daje zastępowalność ludzi, co nie jest tym samym co gwarancja jakości. Gwarancję daje umowa: zakres, terminy, zasady poprawek i kary umowne działają tak samo niezależnie od formy działalności wykonawcy.

Zwykle ten, kto ma krótszą drogę decyzyjną, czyli częściej freelancer - decyzje zapadają w jednej rozmowie, bez wewnętrznych ustaleń. Przy dużym projekcie przewagę odzyskuje zespół, bo kilka osób może pracować równolegle.

Tak i jest to normalna praktyka rynkowa. Problemem nie jest samo podwykonawstwo, tylko dowiedzenie się o nim po fakcie. Dlatego warto zapytać wprost, kto konkretnie napisze kod i czy można z tą osobą porozmawiać.

Tylko jeśli umowa to przewiduje - w obu modelach. Majątkowe prawa autorskie zostają przy wykonawcy, dopóki umowa wprost ich nie przenosi, a sama faktura niczego nie zmienia. U mnie kod zawsze jest w repozytorium i klient dostaje do niego dostęp na życzenie.

Widełki rynkowe są szerokie, bo zależą od zakresu i doświadczenia wykonawcy. Dla skali: u mnie dedykowany sklep zaczyna się od 8 900 zł, a dedykowana strona na WordPressie od 6 000 zł. Sklep na gotowym szablonie bywa tańszy na starcie, ale różnicę często płaci się później w utrzymaniu i przebudowie.

Na twoje. Licencja kupiona na konto wykonawcy oznacza, że w dniu rozstania tracisz aktualizacje, a często i działanie opłaconej funkcji. U mnie domyślnie nie ma płatnych licencji, bo buduję na open source, a jeśli płatna wtyczka jest konieczna, kupuje ją klient na swoje konto i dostaje listę takich modułów.

U mnie stała opieka techniczna, czyli aktualizacje i sprawdzenie bezpieczeństwa, kosztuje od 300 zł miesięcznie za stronę i od 600 zł za sklep, w zależności od stanu technicznego. Praca poza tym zakresem jest zawsze wyceniana z góry, przed rozpoczęciem.

Podsumowanie

Pytanie o formę działalności wykonawcy jest wygodne, ale niczego nie rozstrzyga - rozstrzygają odpowiedzi na siedem pytań z tego wpisu i treść umowy. Jeśli wiesz już, jak wybrać wykonawcę strony, i po zadaniu tych pytań wychodzi ci agencja, to jest dobra decyzja i tak też ją nazwij. A jeśli wychodzi ci współpraca z jedną osobą, umów bezpłatną konsultację - trzydzieści minut rozmowy, po której wiesz, czy twój projekt w ogóle pasuje do takiego modelu pracy.

Wróć do bloga

Chcesz zacząć projekt?

Porozmawiajmy

Napisz do mnie

Administratorem danych jest Marcin Siemieniuk-Morawski. Dane z formularza służą wyłącznie do odpowiedzi na Twoją wiadomość. Szczegóły w polityce prywatności.

Możesz też napisać bezpośrednio na: kontakt@ms-m.pl